Konferencja prasowa po meczu Warta Poznań – Gryf Wejherowo

Tak jak zazwyczaj to bywa w naszych konferencjach prasowych pierwszy o zabranie głosu został poproszony trener przyjezdnych Jarosław Kotas. Jego zdaniem wynik remisowy 2:2 był wynikiem sprawiedliwym w tym meczu. Jednak szalę zwycięstwa na swoją stronę mogli przeciągnąć zarówno Zieloni jak i Żółto-Czarni. Opiekun Gryfu wspomniał strzał Adriana Laskowskiego z ostatnich minut meczu, który o centymetry minął słupek i mógł zadecydować o zwycięstwie Warciarzy. Piłkarze z Wejherowa mieliby wówczas bardzo mało czasu na odrobienie strat. Bezpośrednio po meczu trener Kotas odczuwał niedosyt, gdyż jego podopieczni mogli wygrać to spotkanie, ale mogli też wrócić do siebie z zerowym dorobkiem punktowym. Podkreślił także „głupotę piłkarską” swoich podopiecznych, gdyż mogli dowieźć jednobramkowe prowadzenie do przerwy, a dostali bramkę do szatni.

Szkoleniowiec Gryfu nie wini swoich podopiecznych za popełnione błędy i zaznacza, że taka właśnie jest specyfika II ligi. Prawie wszystkie drużyny muszą walczyć o każdy punkt, niestety gołym okiem widać brak umiejętności piłkarskich, boiskowego cwaniactwa etc. Nie można kategorycznie tego wymagać od piłkarzy, gdyż nie grają oni w Ekstraklasie, a na 3 poziomie rozgrywkowym w Polsce. Opiekun gości podkreślił także, że zna możliwości swoich zawodników oraz jest świadom tego, że zostawili w tym meczu serce na boisku. Na sam koniec swojej wypowiedzi odwołał się ponadto do fatalnego pudła Mateusza Brozia z 2 metrów, a także niewykorzystanej sytuacji z odległości 11 metrów swojego piłkarza .Trener Kotas szanuje zdobyty 1 punkt i wspomina o pomyślnych wynikach drużyn będących za Wartą i Gryfem w tabeli. Wygrana za pełną pulę mogłaby pomóc obu drużynom, jednak nikt nie rozpacza nad remisem i padły zapewnienia z ust opiekuna gości, że piłkarze z Wejherowa będą do końca walczyć o utrzymanie w II lidze.

Trener Petr Nemec zaczął swą wypowiedź z niezadowoleniem, gdyż 3 mecz z rzędu pod jego opieką Warta w Ogródku pierwsza traci gola. Dopiero po utracie bramki Zieloni się budzą i zaczynają tak naprawdę grać w piłkę. Cały tydzień drużyna jest przygotowywana do tego, aby dobrze wejść w mecz, a mimo tego nie przynosi to oczekiwanych rezultatów. Opiekun gospodarzy odwołał się także do meczów wyjazdowych, które już od pierwszych minut wyglądają zupełnie inaczej. Szkoleniowiec Zielonych mówi także o tym, że w roli trenera Warty nie wygrał jeszcze na własnym stadionie i dlatego nie jest usatysfakcjonowany postawą swoich piłkarzy w tym spotkaniu.

Jego zdaniem jedną z przyczyn tego jest fakt, że nie może on liczyć w każdym meczu na wszystkich zawodników, gdyż uniemożliwiają mu to kontuzje bądź wykluczenia za kartki. Nie wszyscy wchodzący z ławki rezerwowych radzą sobie z presją i nie wykorzystują danych im szans. Celem, którego nie udało się osiągnąć w tym meczu było pierwsze zwycięstwo Nemca w Ogródku. Nie jest to jednak powód do załamywanie się i trzeba nadal walczyć, bo została jeszcze wystarczająca liczba punktów do zdobycia, aby utrzymać się w lidze. Stanowczo zostało także zaznaczone przez trenera Dumy Wildy to, że trzeba zmienić grę na własnym stadionie i nie można wyczekiwać na rywala, a następnie gonić wynik oraz tracić punkty.

Końcowym elementem konferencji było pytanie jednego z dziennikarzy do opiekuna Warciarzy odnośnie Łukasza Spławskiego i możliwości jego gry od pierwszych minut w następnych meczach. Trener odpowiedział, że drugi z napastników Warty trenuje już na pełnych obrotach i jest w pełni zdrowy. Jednak ma pewne zaległości i nie jest w optymalnej formie. Mimo tego z pewnością dostanie jeszcze szansę w tym sezonie. Zdaniem Nemca jest on snajperem o innej charakterystyce niż Broź. Obsada pozycji nr 9 zależy głównie od tego przeciwko jakiemu rywalowi Warta Poznań gra. Od tego również będzie zależało w przyszłych meczach, czy będzie to Spławski, czy też Broź.

Konferencję zakończyły wygłoszone życzenia Wesołych Świąt przez jej prowadzącego Michała Wieczorka.

zdjęcie: gloswielkopolski.pl

 

Share Now

Related Post

NASI PARTNERZY